Mapa strony
 
0,49 zł/min z VAT
Wybierz miasto
do
Wyjazd od
zł/os.
do
Cena od
 
 
Znajdź swoje
dodaj wspomnienie
Dodaj wspomnienie!
Podziel się swoimi
wrażeniami
z wycieczki
Oceń
 
 
 
 
 
 
Średnia ocena
przeciętne
Skaliste wyspy marzeń
autor: Marta (martcor@op.pl)
dodane: 2003-10-01
termin-wycieczki: 27.08 - 10.09.03
Malta... Odległy ląd... w którym dzięki połączeniu wielości kultur powstaje odmienny od europejskiego i afrykańskiego, wręcz nierealny, lepszy świat. Skrawek ziemi przywołujący nieco na myśl (poprzez kult słodkiej wody i roślinności) "Diunę" Franka Herberta.... Niedzielna Msza Święta odprawiana w języku semickim... Czy to w ogóle jest możliwe? Tak... Bo właśnie na tym polega magia tego państwa. Jak za dotknięciem magicznej różdżki znajdziemy się w cudownym miejscu, które mogłoby pod wieloma względami stanowić przykład dla całej Europy, Bliskiego Wschodu oraz Afryki.


A zatem wyobraźmy sobie, że pewnego razu, znudzeni szarością dnia, postanawiamy wznieść się w powietrze. Jakimś niebywałym cudem udaje nam się uprowadzić z Okęcia ślicznego Boeinga 737-400. Na początku planujemy ambitną podróż do Japonii, lecz z powodu braku paliwa zmuszeni jesteśmy po dwóch godzinach lotu lądować. Ha! Łatwo powiedzieć! Tylko gdzie? Pierwszy wybór pada oczywiście na przepiękną Sycylię... Lecz zapominamy o pewnym małym szczególiku. Lecący z prędkością 700 km na godzinę samolot nie zatrzymuje się ot tak sobie, na zawołanie! W ten sposób po pół godzinnym manewrze zniżania widzimy.... A co to u licha jest!!! Jakaś skała porośnięta paroma krzakami? Żadnych rzek, jezior? Co my tu będziemy robić? Trzeba... Szybko... Zawróóócićć!!! Za późno... Wylądowaliśmy.


Takie są pierwsze wrażenia kiedy się patrzy na Maltę z powietrza. A co czeka nas na ziemi? Hmm... Przede wszystkim bijąca duchota i gorąco, gdyż aby poczuć „podmuch” Afryki jako porę odwiedzin wybraliśmy sierpień. „Podmuch” ten nazywa się sirocco, pochodzi z Sahary, przynosząc w tym miesiącu wysokie temperatury powietrza i zerową ilość dni z opadem. Niektórzy uważają to za dodatkowy atut... Ja jednak proponuje na przyszłość wybrać się na Maltę w okresie maj-lipiec, a potem wrzesień-listopad. Przede wszystkim uzyskamy dzięki temu przedsezonowe ceny hotelu oraz statystyczne dwa dni opady deszczu w nocy lub wczesnym rankiem, które obniżą temperaturę o parę kresek.
Dokonując rozeznania w najbliższej informacji turystycznej decydujemy się wynająć jakiś niedrogi hotel w miejscowości Qawra. Jest to doskonała baza wypadowa, położona w na północy Malty, w zasadzie integralna część większej i bardziej hałaśliwej Buggiby, w której zabawa nigdy się nie kończy. Qawra posiada terminal autobusowy, a to kluczowa zaleta (jak się o tym później przekonamy). Jednocześnie dowiadujemy się o innych miejscowościach wypoczynkowych. Np., Jeżeli pragnęlibyśmy jedynie odpocząć od ciężkiej pracy, wykąpać się w morzu i... tyle, powinnyśmy udać się do Anchor, gdzie poza hotelami nie dosłownie nic, nawet większych sklepów (tzn. bez problemu kupimy pocztówki ale po winy będzie trzeba wyjechać do innego miasta). Dla ludzi kochających zgiełk rodem z nowojorskiej giełdy idealnym miejscem „wypoczynku” będzie Sliema, choć w mniejszym stopniu również Buggiba. A co zrobić gdy się praktycznie w ogóle nie ma pieniędzy lub chce się je zaoszczędzić? Otóż istnieje możliwość wynajęcia specjalnych „zielonych domków” na zachodzie wyspy. Są obskurne, nie mają praktycznie nic, lecz ich cena jest nieporównywalnie niższa niż nawet najniższych klasy hoteli.


Wizyta w informacji dla turystów to pierwszy raz kiedy odkrywamy bardzo ważną cechę Maltańczyków: gościnność. Jako nadęci mieszkańcy północy uważamy się za mistrzów w tej dziedzinie, lecz w jednej chwili teoria naszej gościnności sięga błota. Ci ludzie NAPRAWDĘ potrafią być gościnni, pogodni i sympatyczni dla przybyszy, a przy tym dużo bardziej religijni. Rozmawiając z nimi uświadamiamy sobie, że tak naprawdę nasze cechy narodowe to tylko odbicie prawdziwej i idealnej uczynności Maltańczyków, która nie jest tylko fałszywą woalką za którą skrywają zamiar okradzenia i wykorzystania nas. Ona przenika wszystkie dziedziny ich życia. Nikt na Malcie nie słyszy o kradzieżach czy pobiciach. Jeżeli nawet coś takiego się wydarzy, to sprawcą zawsze jest cudzoziemiec.


Pieniądze... Jak się w pierwszej godzinie pobytu przekonujemy dość drażliwa dla cudzoziemca sprawa. Lir (lub funt jak nazywają go Anglicy) maltański kurs dość... ekstremalny. Dlaczego? Po pierwsze: Na całym świecie euro stoi wyżej od dolara... Na całym świecie oprócz Malty oczywiście! Po drugie: Stosunek złotówki do lira jest... zaskakujący! 1lir = ok. 11zł. A zatem, wydawało wam się że litr soku nie może kosztować 17zł? Tu wszystko jest możliwe. Po trzecie: Dlaczego tak się dzieje? Kurs jest oczywiście centralnie sterowany. Malta nie jest żadną potęgą europejską, nie należy do Unii Europejskiej i nie jest krajem wysoko, a średnio rozwiniętym. Teoretycznie jej status jest dużo niższy niż Polski, porównywalny z Bułgarią czy Rumunią. Praktycznie jednak jako kraj mały specjalizuje się w turystyce. Cudzoziemiec nigdy nie odczuje tu dyskomfortu biedy jaki ma okazję podziwiać w innych państwach o takim samym PKB.

Po rozpakowaniu naszych rzeczy w hotelu postanawiamy zwiedzić terminus autobusowy.

Zgodnie z radą miejscowych wykupujemy bilet siedmiodniowy, który pomimo że dość drogi, jest dużo bardziej opłacalny niż kupowanie za każdym razem u kierowcy. Już sama przejażdżka zabawnym, starym maltańskim autobusem to przygoda - nie wiadomo czy dojedzie się na miejsce. Dlaczego? Przede wszystkim po Malcie jeździ się zgodnie z zasadą kto większy ten ma pierwszeństwo, a trąbienie nie jest wyrazem zdenerwowania kierowcy a sympatii z jego strony (coś w stylu: Wiesz, stara, lubię cię i nie chce brudzić sobie szyb sokiem pomidorowym, więc spadaj i to szybko bo wiesz że nie lubię hamować). Autobusy mają siedzenia i... wystarczy. Taki drobiazg jak drzwi lub coś za co można by w czasie jazdy złapać to już zbędny dodatek. Pojazd w zasadzie w ogóle się nie zatrzymuje, no chyba że dla turystów, starszych osób lub gdy ktoś go zatrzyma: pasażer – poprzez pociągnięcie sznurka, przyszły pasażer poprzez machnięcie ręką jak na stopa (tak, tak, fakt że stoimy sobie na przystanku nie oznacza że busik ma obowiązek się zatrzymać. Przy czym, zatrzymuje się nie tylko gdy stoimy na przystanku.


Zatrzyma się w dowolnym miejscu, jeżeli tylko będzie mógł). Próbując, podobnie jak miejscowi, wysiadać w biegu (choć na dużo mniejszej prędkości niż oni) odkrywamy, iż nie jest to wcale tak proste jak się wydaje i wymaga dużo treningu. Ale przecież nigdzie nam się nie spieszy, więc wszystko przed nami. Ponadto, kierowca gdy już się zatrzyma, wykrzykuje głośno nazwę do której zmierza, a gdy jedzie trasą wybitnie turystyczną może pełnić (jeśli tylko się go poprosi) rolę przewodnika. Powyższe uwagi nie dotyczą nowych pojazdów, które wyglądają identycznie jak te, które jeżdżą po polskich drogach. Kierowcę zastępuje cyferblat, a sznurek zwykły przycisk. Pomimo lepszego stanu technicznego autobusy te tracą cały swój maltański urok, a i tak, moim zdaniem, nie sprawdzą się na wyboistych maltańskich drogach. Co pojedzie dalej: Jeep czy limuzyna. Wybór jest prosty i dochodzimy do wniosku, że władze Malty powinny zrezygnować z coraz liczniejszych, luksusowych autobusów.To, co jednak najbardziej uderza nas w maltańskiej kulturze to, to niezwykłe połączenie. Czy zdajecie sobie sprawę czego obawia się cały świat na Bliskim Wschodzie? No tak, tego też... Ale ja mam na myśli najbardziej krwawą z wojen: o religie. Nie ma chyba bardziej zaciekłych obrońców wiary niż wyznawcy islamu. A kto wyznaje islam? Głównie ludzie posługujący się językiem semickim. Głównie... bo oto w tym maleńkim państewku ukazuje nam się iście utopijny obrazek:


Kierowca wsiada do autobusu. Za chwilę czekają go nudne godziny pracy. Tradycyjnie narzeka na gorąco. Myśli: Od maja nie było znośnej pogody. Wzdycha ciężko. Jego wzrok nieświadomie pada na przyczepione z przodu pojazdu obrazki. Nie! Nie są to głupie rysuneczki jakie często widzimy przyczepione w polskich pks-ach. Po prawej stronie Matka Boska Gozotańska, otoczona zastępem aniołów... Po lewej Jezus Chrystus na krzyżu... „Panie Boże!”- myśli kierowca – „Daj mi sprawne oko i rękę, abym szczęśliwie wrócił do domu”. Jednocześnie odzywa się radiostacja. Nie rozumiemy jaką wiadomość przekazuje, ani co odpowiada kierowca, jednak semicki język i katolicyzm stanową nieopisany, wręcz nierealny kontrast. Ten człowiek nigdy nie wpadnie na pomysł aby kogoś okraść czy pobić. Katolicyzm tego zabrania, a to dla Maltańczyków najwyższy autorytet. Myślimy sobie: a może w przyszłości tak będzie wyglądał Irak ?


W końcu ci ludzie są ze sobą spokrewnieni, mówią w zasadzie tym samym językiem. Nie!!! To tylko niespełnione marzenie podróżnika!


Następnego dnia w drodze na Dingli Cliffs (Klify Dingli) z których rozpościerają się rapierający dech w piersiach widoki odkrywamy kolejną, bardzo ważną prawdę dotyczącą Malty. Czy to nie dziwne że w ogóle jeździmy jakimś pojazdem mechanicznym? W końcu to malutka wyspa! Nie można pieszo? Ha, pewnie można! W końcu to bardzo zdrowo, ale tylko jeśli szykujemy się na Olimpiadę Lekkoatletyczną w Atenach. Tu wszędzie jest blisko, ale: po pierwsze, jest to teren bardzo górzysty (a nie są to raczej góry wielkości Tatr, a Alp), po drugie, w południe temperatura może dojść być nawet powyżej 40 stopni (a nie ma to jak się powspinać gdy jest tak cieplutko, no nie?), po trzecie, w miastach, a szczególnie poza nimi nie ma cienia wcale lub jest go w południe niewiele( To Malta, nie Skandynawia – nie ma tu bujnych lasów!), po czwarte, kierowcy jeżdzą jak jeżdzą, a ulice są wąskie i często nie mają chodników.

Lekkie zawiedzenie z powodu kamienistych plaż wynagradza nam przepiękny lazurowy kolor wody, jakiego nigdzie indziej w basenie morza śródziemnego nie znajdziemy oraz „Błękitna Laguna” w pobliżu wyspy Comino, przypominająca tą na Karaibach.

Przez kolejne dni, zwiedzamy wiele miast w których opisywaniu słowa stają się bezsilne: Vallette, Naxxar, Wied iz-Zurrieq, Marsa, Paola, Mosta, Rabat, Ta’ Qali, Marsaxlokk, Mdina, Victoria, Xaghra, Dwejra i wiele innych. To wszystko po prostu trzeba zobaczyć!


Wracając z kolejnej wspaniałej wycieczki ze zgrozą spostrzegamy że nasz hotel jest obstawiony przez policję. Czyżby koniec naszej przygody? Patrzymy nieufnie na stare, nieklimatyzowane policyjne Skody Felicje. Tym mamy wracać do domu? W naszej duszy rodzi się bunt i pragnienie ryzyka. Wsiadamy szybko do nadjeżdzającego autobusu, który dziwnym przypadkiem jedzie na lotnisko.

Nie!!! Tylko nie to! Znów porywamy samolot i... Co dalej? Dokąd lecimy? A skąd ja mam wiedzieć? To jest tak jak John Steinbeck kiedyś powiedział: „Podróż jest jak małżeństwo. Pewna droga aby być w błędzie, to myśleć że można ją kontrolować.” Niech więc nasza wędrówka trwa do nieskończoności... lub przynajmniej do czasu aż zabraknie nam benzyny! Po drodze leży pewna piękna wyspa... Korsyka. Ale to na razie tylko plany i... już inna historia.

Podobało Wam się? Chcecie przeczytać inne moje prace? Proszę o przesyłanie komentarza do tekstu (i nie tylko) na adres: martcor@op.pl
 
Zobacz także
Huli
Apartament ** WL
Cena: 1147 zł
15.06 - 22.06
Huli
Apartament ** WL
Cena: 1369 zł
29.06 - 06.07
forum MALTA
FORUM [MALTA]